Zwiedzamy USA z aparatem Canon G7X Mark II

Przychodzi taki moment w życiu, gdy po ponad 100 latach zbierania mil lotniczych na Twojej karcie kredytowej masz ich tyle, że albo je wydasz – TERAZ, albo przepadną – na ZAWSZE. Tak było w marcu 2016. Szybka narada rodzinna – okej, lecimy do stanów. Dwie wizy później – w tym jedna dla 5 letniego dziecka i zabraliśmy się za wybór lotów. Połączenie przez Frankfurt, obsługiwane największym samolotemświata – dwupokładowym Airbusem a380 po prostu krzyczało: WYBIERZ mnie! Nie należało dyskutować z tym głosem.

Plan podróży:

WAW -> FRA -> JFK -> ORD -> SFO -> LAS -> LAX -> HNL -> SFO -> FRA -> WAW
Canon G7X Mark II

Pozostało jedynie zaplanować, które elektroniczne gadżety będą zwiedzać USA z nami.  Podróż do USA zasługuje na zdjęcia, na których będzie w końcu coś widać. Wyglądało na to, że bez aparatu fotograficznego ten wyjazd nie ma prawa się udać. Szybki research w Internecie i szybko stało się jasne, że bez Canona G7X Mark II, ulubionego aparatu youtubowych vlogerów, nie ruszymy.
Podczas wyboru aparatu kierowałem się następującymi wymaganiami:
tryb RAW (JPEGi są dla mięczaków)
możliwość robienia zdjęć w trybie manualnym (tylko amatorzy używają auto…)
możliwość nagrywania filmów poklatkowych (jeśli chmury nie śmigają po niebie w zawrotnym tempie – wyjazd trzeba powtórzyć…)
mały rozmiar (podróżując z 5 letnim dzieckiem pojęcie lekki bagaż nie istnieje…)

Nowy Jork

W Nowym Yorku pierwszy raz byłem w 2000r. – skyline miasta przedstawiał wtedy jeszcze Twin Towers, czyli słynne WTC.

Po całkiem wygodnej podróży Airbusem A380 – jest naprawdę ogromny, oferuje dużo miejsca na nogi i praktycznie w ogóle nie czuje się, że leci się samolotem. Start, lądowanie, wszystko odbywa się wyjątkowo gładko. Cessna 172 to to nie jest.

Wylądowaliśmy na JFK, stamtąd Uberem udaliśmy się na Manhattan, gdzie niedaleko Central Parku znajdował się nasz hotel. Nowy Jork ma swój niepowtarzalny klimat – albo się to miasto kocha, albo nienawidzi. Ja zaliczam się do tej pierwszej grupy. Uwielbiam Manhattan – ma w sobie coś magicznego – jest tłoczno, ciasno, w lato bardzo gorąco, wilgotno, w budynkach i środkach transportu klima rozkręcona na maxa dmucha gorącymi wyziewami wprost na ulice. To dodatkowo podkręca temperaturę. Jednak będąc w Nowym Jorku czuje się, jakby to była stolica całego świata.

Dla biegaczy poranne bieganie w Central Parku to jak wizyta w Disneylandzie. Biegniesz w tłumie pozytywnie nakręconych biegaczy, jakby to był zorganizowany bieg, którego jednak nikt nie organizował. Wszyscy ubrani, tak jakby przeżyli atak wściekłego handlowca Nike.

Chicago:

Miasto bardzo odmienne od NYC. Dużo przestrzeni, wspaniała architektura, jezioro Michigan, przewiewnie (w końcu windy city), Millenium Park ze słynną rzeźbą The Bean – Chicago w pigułce. Byliśmy tam krótko – dwa dni w centrum miasta, dwa dni u znajomych pod Chicago. Przez miasto płynie rzeka, z której brzegów wyrastają nowoczesne apartamentowce i biurowce z betonu, szkła i stali. Podczas dnia Świętego Patryka rzeka zmienia swój kolor na wściekło-zielony, stając się ikoną tego święta.

Canon G7X Mark IIBiegowo – Millenium Park i nabrzeże jeziora Michigan robi robotę – mewy, słońce, woda, nabrzeże – czego więcej chcieć od życia?

 

W kolejnym wpisie San Fancisco, Yosemite Park i Las Vegas – już dziś zapraszam do lektury :).

Może Ci się również spodoba

Dodaj komentarz