Magia zaklęta w sprzęcie – Fujifilm x100t

Ostatnio wpadł mi w ręce bardzo ciekawy aparat – Fujifilm x100t. Ten aparat ma w sobie coś magicznego. Wiem, wiem… to nie aparat robi zdjęcia, to fotograf – racja. Jednak fotografowanie z x100t to czysta przyjemność, m. in. ze względu na jego mały rozmiar. A, że powoli wchodzimy w tryb wakacyjny – pomyślałem, że poświęcę chwilę na opisanie tego aparatu. Jest to świetna alternatywa dla dużej i ciężkiej lustrzanki z wymiennymi obiektywami. Pomogę Ci to zrozumieć :).

Przy okazji: to nie jest artykuł sponsorowany przez Fuji (a szkoda :)). Mój znajomy pożyczył mi ten aparat – “masz, potestuj sobie…” i od tego momentu jakoś nie mogę się z nim rozstać (z aparatem oczywiście :)).

Gdzie ta magia?

Zacznijmyod wyglądu… X100t i w ogóle cała seria x100 wygląda jakby została przeniesiona z lat 60’tych XIXw. do przyszłości przez jakiegoś szalonego naukowca. Aparat wygląda jak mniejszy kuzyn poczciwego Zenita, szczególnie jego srebrna wersja. Korpus wykonany jest ze stopów magnezowych, na zewnątrz pokryty plastikiem, który z wyglądu przypomina skórę.

Mechaniczne nastawy

 

Aparat jest elektronicznym bezlusterkowcem. Nie przeszkodziło to jednak projektantom w zamonotowaniu na zewnątrz kilku mechanicznych pokręteł, którymi możemy regulować przysłonę, czas naświetlania i ekspozycję. Jest to bardzo ciekawe połączenie tradycyjnej fotografii z nowoczesnym cyfrowym sprzętem.
Ciekawa funkcja, ale też praktyczna – umożliwia szybkie wykonanie korekty ustawień. Dodatkowo, jeśli dopiero zaczynamy fotograficzną przygodę uświadamia nam jak ważna w fotografii jest odpowiednia przysłona, czas, czy korekta ekspozycji.

Optyczny wizjer dalmierzowy

Czy tylko optyczny? Właśnie nie tylko – mała dźwigienka z przodu aparatu przełącza wizjer optyczny w elektroniczny! Muszę powiedzieć, że gdy zauważasz to pierwszy raz zaskoczenie jest spore. Patrzysz na świat przez mały prostokącik, nagle pstryk i widzisz to samo na małym ekraniku przed Twoim okiem. Bardzo sprytne i przydatne rozwiązanie (ekranik daje podgląd ekspozycji tak jak na zdjęciu, co jest znacznym ułatwieniem, szczególnie dla początkujących fotografów).

Świetny “obrazek” zaklęty w małym body

W tym punkcie kryje się prawdziwa magia – aparat ma małe rozmiary (127 x 74 x 52mm) i waży tylko 440g. Dzięki temu spokojnie zmieści się w kieszeni bluzy lub kurtki. Pomimo tego, obraz który wędruje przez obiektyw pada na nie byle co, ale na matrycę APS-C – czyli taką jaka jest zastosowana w Nikonie D7100, D500, czy Canonie 7D (jest to wielkość o jedno tylko “oczko” mniejsza od pełnej klatki).
To powoduje, że jakoś zdjęć jest świetna i nie ma nic wspólnego z jakością obrazu oferowaną przez zwykłe kompakty. Co ważne, dzięki dużej matrycy aparat dobrze radzi sobie również w słabym świetle.

Magiczne presety

Funkcja, która wyjątkowo przypadła mi do gustu to tzw. symulacja filmu. Firma, która zbudowała swój biznes na produkcji kliszy filmowej najwyraźniej do dziś nie może zapomnieć o swoich korzeniach – i bardzo dobrze. W X100t możesz zmieniać sposób przetwarzania zdjęcia – działa to trochę jak filtry na Instagramie. Masz możliwość wyboru spośród 11 presetów, które odpowiednio modyfikują zdjęcie np. zmiękczając kolory, kontrast, podbijając cienie albo konwertują zdjęcie na czerń i biel (do wyboru, aż 4 różne symulacje czarno-białego filmu) lub sepię (jeśli ktoś lubi…).

Oczywiście powyższe modyfikacje dotyczą generowanych przez aparat JPG’ów – jeśli strzelasz również w RAWach (w Fuji RAWy mają rozszerzenie .RAF) masz oczywiście do dyspozycji również normalne zdjęcie, które w postprodukcji – np. w Lightroomie obrobisz tak jak będziesz miał na to ochotę.

Stałka 35mm

Aparat nie ma wymiennego obiektywu – dla niektórych może to być wada – wiadomo, nie ma zoomu – zoomujesz nogami. Czasem np. w podróży, dobrze jest mieć możliwość uchwycenia węższego kadru – a nie zawsze da się podejść – chyba że potrafisz chodzić po wodzie, albo latać 🙂 – cóż…

 

Jednak dla wielu osób, szczególnie dla tych którzy mają już dużą lustrzankę, a do tej lustrzanki szkło na każdą okazję, brak wymiennej optyki w x100 będzie zaletą. Dlaczego?

Pozwól, że przybliżę Ci trochę GAS – czyli Gear Acquisition Syndrome (Syndrom Nabywania Sprzętu).

Jest to choroba, może jeszcze nie potwierdzona klinicznie (ale badania trwają :)), na którą zapada bardzo wielu fotografów. Nabywając kolejne body, oprócz kitowego obiektywu (tego który dostajesz z aparatem) po prostu MUSISZ nabyć kilka stałek – obowiązkowo 50’tkę, przyda się też 35’tka – wiesz, do streetphoto. Brakuje też uniwersalnego zooma – np. reporterskiego 24-70mm f2.8. Oprócz tego przydałby się jeszcze 70-200mm koniecznie f2.8 – do portretów z daleka. I jeszcze jakaś dłuższa “rura” – do przyrody, do spottingu… A widziałeś tą świetną trzydziestkę piątkę Sigma Art – “co za ostrość, – musisz ją mieć!”
Wiesz co? Masz “GAS”! (to przy okazji taka gra słów “you have GAS” – “masz wiatry” :)).

Seria x100 uwalnia Cię od powyższego problemu, kupujesz aparat bez wymiennych obiektywów, dostajesz uniwersalną, bardzo jasną (f2) trzydziestkę piątkę (obiektyw ma ogniskową 23mm na APS-C, czyli po wymnożeniu przez 1,5 uzyskujesz odpowiednik 35mm na pełnej klatce). Szkło generuje bardzo przyjemny bokeh (rozmycie tła), dodatkowo jest to wprost wymarzona ogniskowa do streetphoto! Nie możesz wymienić obiektywu, więc nie zaczynasz na nowo gromadzić tony szkła do kolejnego systemu.

Ulubiona “zabawka” prosów

Dzięki serii X100 wielu zawodowych fotografów na nowo odnalazło radość fotografowania. Okazało się, że aparat może być mały, lekki, nie rzucający się w oczy, przyjazny dla kręgosłupa i do tego dawać świetny obrazek. To wszystko czyni go idealnym narzędziem do…

Streetphoto!

Jeśli uprawiacie tę dziedzinę fotografii na pewno wiecie jak trudne potrafi być zrobienie dobrego zdjęcia ulicznego. Kiedy mierzymy do ludzi z wielkiej armaty jaką z całą pewnością jest reporterska 24-70mm, zapiętej na potężnym pełnoklatkowym body, ludzie mogą poczuć się nieswojo. I zwykle tak się czują. Trudno jest niepostrzeżenie wykonać zdjęcie takim sprzętem. Nie wspominając już o tym, że jeśli wygląd aparatu nie zdradził fotografa, to na pewno zrobi to dźwięk migawki, która w lustrzankach potrafi być niczym grom z jasnego nieba uderzający w pobliski budynek (no, może trochę się rozpędziłem, ale wiesz o co chodzi…).
Fuji x100t to idealna maszyna do streetphoto – mały, lekki, nie rzucający się w oczy, a dodatkowo w połączeniu z czarnobiałymi presetami – sztos!

 

WiFi

W myśl zasady, że dziś może nie być ciepłej wody, ale musi być WiFi – x100t został wyposażony w taki moduł. Korzystając z dedykowanej aplikacji możesz wygodnie i sprawnie wysłać zdjęcia na telefon. Miałem okazję korzystać z aplikacji wielu producentów – Sony, Nikon, Canon i mam wrażenie, że ta od Fuji jest jakaś… magiczna :). Jak dotąd nie miałem z nią żadnych problemów, aplikacja jest stabilna, transfer następuje szybko i sprawnie. Po połączeniu z telefonem zdjęcia możesz sobie wygodnie przeglądać na wyświetlaczu aparatu i zdecydować, które z nich wyślesz na telefon.

Ciągła ewolucja

Fujifilm X100t to już czwarty model z serii. Pierwszy x100 pojawił się w 2011r. i spotkał się z bardzo ciepłym przyjęciem środowiska fotograficznego, był wielokrotnie nagradzany. W 2013r. firma wypuściła jego następcę: X100s, a we wrześniu 2014r. pojawił się kolejny model: x100t (opisywany przeze mnie). W styczniu 2017r. na rynek trafiło najnowsze dziecko firmy Fujifilm z serii x100 oznaczone literką “f”. Tym samym x100 staje się chyba najbardziej usprawnianą serią modelową w historii fotografii. W każdej kolejnej wersji producent uwzględnia krytyczne uwagi użytkowników wypuszczając kolejny, jeszcze lepszy model. Mówi się, że w x100f, litera “f” oznacza “final” – ostateczny. Pożyjemy, zobaczymy.

Wady?

Niech będzie – brak wymiennych obiektywów. Jest to wada, jeśli to Twój jedyny aparat. Jeśli masz jeszcze np. lustrzankę, lub inny aparat z wymiennymi obiektywami nie odczujesz tej wady, a wręcz będzie to zaleta.

Cena – aparat jest niestety (jak wszystkie Fuji) drogi – najnowszy x100f kosztuje nieco ponad 6.000 PLN (nowy). Model opisywany przez mnie – x100t to wydatek około 4.500 PLN za nowy. Używany można znaleźć w okolicach 3.000 PLN. Nie jest to więc niestety tani sprzęt. Cóż, najwyraźniej za magię trzeba zapłacić…

Autofokus – można mieć zastrzeżenia do szybkości Autofokus’a w x100t. Jedno z usprawnień wprowadzonych w kolejnym modelu to właśnie poprawiony, szybszy autofokus. Ale bez przesady – nie ma tragedii.

Szybkość aparatu – mógłby być trochę szybszy – chodzi o włączanie, gotowość do pracy, etc. Oczywiście poprawili to w x100f.

Czas pracy na baterii – jak każdy bezlusterkowiec i tutaj będziemy się borykać z dosyć krótkim czasem pracy na baterii (w porównaniu do lustrzanek). Według producenta na jednej baterii zrobisz ok. 330 zdjęć. Ale włączenie trybu oszczędzania energii pozwoli na zwiększenie tej wartości do nawet ponad 500 zdjęć na baterii.

Zalety chodzenia ze stałką

Strasznie się w rozpisałem, a miało być, krótko, miło i przyjemnie. Mam nadzieję, że wytrwasz do końca – już niedaleko :), ale po prostu muszę napisać o jeszcze jednym ważnym aspekcie – ważnym z punktu widzenia Twojego fotograficznego rozwoju.

Kiedy spacerujesz z aparatem, który daje ci do dyspozycji tylko jedną ogniskową – w tym wypadku 35 mm przyzwyczajasz się do niej. Zaczynasz rozumieć jak może wyglądać kadr uchwycony z danego miejsca, przy użyciu obiektywu 35mm. Ćwiczysz kompozycję, zaczynasz widzieć kadry. Jednym słowem – rozwijasz się.

Obiektyw z zoomem oczywiście daje Ci wszechstronność, ale dla początkującego to może być po prostu za dużo – nie wiadomo, czy dać krok do przodu, do tyłu, czy zmienić ogniskową. Ze stałką nie ma tego problemu – masz tylko 35 mm, musisz sobie poradzić. Wielu profesjonalnych fotografów radzi aby regularnie wychodzić z domu na fotograficzne spacery tylko z jednym szkłem – może to być też np. 50’tka – nie ważne. Ważne, aby ćwiczyć umiejętność kompozycji, kadrowania i przyzwyczajać się do tego jak wygląda kadr w danej ogniskowej.

Ja lepiej czuję właśnie 35 mm, 50’tka jakby trochę uwiera. Może oznacza to, że muszę więcej chodzić właśnie z 50’tką…

Dane techniczne Fuji x100t (dla porządku)

16MP matryca APS-C
ISO: 200 – 6400 (rozszerzane do 100-51200)
obiektyw: 23mm f2 (odpowiednik 35mm na pełnej klatce)
wizjer: optyczny dalmierzowy (nie patrzy przez obiektyw)/ przełączany na elektroniczny
Wifi: wbudowany moduł
rozmiar: 127 x 74 x 52 mm
waga: 440g.
szybko-strzelność: 6 klatek na sekundę

A w zestawie

W zestawie dostajemy:
– aparat
– lens cap
– baterię
– pasek na szyję
– zewnętrzną ładowarkę do baterii
– kabel USB
– stylowy, skórzany futerał

Widzisz już chyba, że mam problem z tym aparatem. Zakochałem się! Mam nadzieję, że owocem tej miłości będą ciekawe kadry :).

Jeśli ten wpis był dla Ciebie wartościowy udostępnij go proszę na Facebooku. Pomaga mi to dorzeć do kolejnych czytelników.

Może Ci się również spodoba

3 komentarze

  1. Mariusz napisał(a):

    Jako ktoś kto nie używał tego sprzętu mogę jedynie powiedzieć, że ma świetny design 🙂 bardzo lubię styl retro. Dodatkowo dla mnie ogromnym plusem jest waga i rozmiar, zrezygnowałem z tego powodu z lustrzanki na rzecz bezlusterkowca 🙂

    • Początkujący Fotograf napisał(a):

      Dzięki za komentarz. Ja również znam kogoś kto dla x100f zrezygnował z lustrzanki Nikona. Na poważną robotę ten sprzęt to trochę za mało, ale na zdjęcia dla przyjemności, a w szczególności do streetphoto – petarda! :).

  2. Andrzej Dulek napisał(a):

    Zenit nigdy tak nie wyglądał, Zenit zawsze był lustrzanką, bliżej mu do Zorki i Fieda z końcowych lat produkcji.

Dodaj komentarz